Niektóre rzeczy na zawsze pozostaną w moim życiu niezmienne, pomijając kwestie lenistwa oczywiście, to chęć posiadania tajemnicy. W zasadzie tajemnic. Nie mogę się powstrzymać, to zdecydowanie coś, czego nie potrafię w żaden sposób kontrolować…
Chyba właśnie zapadła decyzja o wspólnym zamieszkaniu ze Stokrotką, chociaż lepiej byłoby powiedzieć, że to nazwanie sytuacji po imieniu. Sytuacji trwającej od września. Muszę uczciwie przyznać, że „sprawa” Stokrotki potoczyła się naprawdę daleko, do miejsca, z którego sam już nie chcę się cofać.
Zdaje sobie sprawę, że Ona wyciągnie ode mnie wszystko (albo prawie), co tylko zechce. Wystarczy jedno słowo i po mnie, patrzy tak niesamowicie, że ciężko coś ukryć, a kłamstwo w ogóle nie wchodzi w grę…
Zawsze się dziwiłem, czemu ludzie mówią prawdę. Hm… to chyba nie zabrzmiało najlepiej o mnie – inaczej, – jeśli się trzyma język za zębami, można zaoszczędzić sobie wiele nieprzyjemnych sytuacji i to wcale nie oznacza kłamstwa. Wiem, przewrotna i niska moralność, o ile o takiej w ogóle można mówić.
Wracając do tematu, nie ulega wątpliwości, że teraz Stokrotka rozpocznie nową ofensywę, z paroma rzeczami mogę się już pożegnać, w tym kilkoma tajemnicami. Gdzieś tam w środku trochę się przed tym buntuje, zresztą na zewnątrz też, – ale Ona ma mnie sposób i zdobywa kolejne pozycje.
Nie byłbym sobą gdybym nie chciał sobie tego odkuć, o tym blogu nie wie i nie dowie się.
Mała rzecz a cieszy.